Współpracuje z międzynarodowymi markami, a uczelnia zaoferowała mu indeks. Podlasianin jest gwiazdą Instagrama

fot. @pawel_official
Paweł Zmitrowicz mówi o sobie: „Jestem fotografem, scenografem, PR-owcem i copywriterem”. Ciekawa rozmowa, która pozwoli Ci lepiej zrozumieć pokolenie Snapchata.

Raz zdumiewał mnie pewnością siebie, żeby zaraz zaskakiwać niebywałą skromnością. Ten 19-latek z podlaskich Łap – choć jest wschodzącą gwiazdą mediów społecznościowych – większość swojego życia nie spędza przed komputerem. Potrafi wykorzystywać uroki życia, dostrzegać je w spotkaniach z przyjaciółmi, kulturze czy sporcie. Za to nie rozstaje się ze swoim smartfonem. Zdjęcie swojego najnowszego iPhona opatrzył na Instagramie komentarzem „My new baby”. Fani oglądają jego filmy, pokazujące jak idzie do sklepu i marzą o zdjęciu z nim. Wiele rzeczy, o których opowiada, nie mieści się zupełnie w mojej głowie – stosunkowo młodego 29-latka. Mnie ta rozmowa pochłonęła, bo pierwszy raz poczułem na swojej skórze „generation gap” (tłum. różnica pokoleniowa). Trzeba przyznać, że Paweł Zmitrowicz to bardzo mądry i rozsądny 19-latek.



Pracujesz tak ciężko, że zdarza Ci się zarywać noce?
Raczej nie. Lubię robić to co robię. Nie mam określonych godzin pracy, co jest jednocześnie plusem i minusem. Pracuję praktycznie cały dzień albo wcale. Na tym polega PR – jednego dnia odpowiadamy na kilka e-maili, drugiego nie dostajemy nic, innego dnia mamy spotkania, robimy zdjęcia lub tworzymy kampanię. Generalnie nie jest to praca jak każda inna, gdzie przychodzi się do biura o 9:00, a o 17:00 wychodzi i zostawia wszystko wraz z zamknięciem drzwi. Potrafię odpowiadać na e-maile nawet o 12:00 w nocy, kiedy pracuję z firmami zagranicznymi. Ze względu na różne strefy czasowe. Oczywiście we wszystkim trzeba odnaleźć balans, dlatego zawsze staram się wygospodarować czas dla siebie i znajomych.

Czyli pracujesz stale w takim stanie komfortu?
Myślę, że tak. Choć mam deadline’y, które – jak wiadomo – są lekko stresujące. Chociaż firmy z którymi współpracuje dłużej wiedzą, że nie wrzucę na Instagram czegoś z czego nie jestem zadowolony, tylko po to, żeby zdążyć przed przewidzianym w umowie terminem. Lepiej poczekać jeszcze tydzień i udostępnić coś naprawdę dobrego, coś czego nie będę się wstydził. Głównie mówię tu o zdjęciach. Jeśli chodzi o kampanie, które tworzę jako model, to oczywiście umawiamy się w studiu z całą ekipą, no i tu nie ma mowy o naciąganiu terminów.

Na co dzień współpracujesz z ekskluzywnym klubem zakupowym.
To nie jest praca związana z marką, którą tworzę czyli @paweł_official. To jest praca, żeby sobie dorobić. Jednocześnie rozwijająca, bo jestem tam social media managerem i odpowiadam za PR i kontakt z mediami. Takie sprawy, które są ze mną na co dzień, tylko w innej formie. Tu bardziej sformalizowanie, z raportami i innymi nudnymi rzeczami – mniej kreatywnie, bardziej formalnie. Współpracuję w ich imieniu z blogerami i widzę tę współpracę z dwóch stron. Wiem jak ja współpracuję z firmą jako bloger i jak ja współpracuję z blogerami jako firma. Wiem jak to wygląda i jak to powinno wyglądać. Dostrzegam jak różne są relacje bloger-firma. Niektórzy uważają się za gwiazdy i oczekują niestworzonych propozycji, które nie są do końca adekwatne do rezultatów, które możemy osiągnąć w wyniku współpracy. Sam nie podchodzę do firm tak jak większość blogerów, nie zależy mi tylko na pieniądzach i rozgłosie. Jeśli projekt jest fajny, staram się go wesprzeć na tyle na ile mogę. Często wspieram akcje charytatywne i ciekawe strat-up’y. Staram się utrzymywać dobry kontakt z markami. Bardzo nie lubię przedmiotowego traktowania blogerów – jako powierzchni reklamowej. Pr’owcy firm, które ze mną współpracują, potrafią pisać do mnie na “stopniu koleżeńskim”, pytać co u mnie i kibicować przy innych projektach.

Z jakimi markami jesteś w kontakcie na co dzień?
Z wieloma, jestem ambasadorem kilku szwedzkich marek jak Happy Pluggs, VitaminWell czy brytyjskiego Ohh-Deer i wielu innych. Zależnie od prowadzonych aktualnie projektów jestem w kontakcie z odpowiednimi firmami. Na pewno kojarzysz Daniela Wellingtona.

Wyłącznie z Twojego Instagrama. To polska firma?
To firma szwedzka, ale ich produkty dostępne są niemalże na całym świecie. Tą współpracę wspominam bardzo miło. Moje zdjęcie zostało zamieszczone na ich międzynarodowym fanpage’u, który ma ponad dwa miliony fanów. Z tego co mi wiadomo, do tej pory tylko czworo Polaków tam trafiło.

Rozumiem, że to było zdjęcie bez Ciebie. Praca polegała na stworzeniu jakiejś stylizacji?
Razem z Gosią z Muffin Love stworzyliśmy projekt – ona muffiny, ja zrobiłem układankę załączając zegarek i opublikowałem zdjęcie na swoim Instagramie, po czym Daniel Wellington to zreblogował.

Za darmo? Ot tak mógł to sobie wziąć?
Nie rozmawiajmy o tych kwestiach…

To, że współpracujecie, widać na Twoim Instagramie.
Współpracujemy, owszem, ale nie mam zapewnionego, że udostępnią moje zdjęcie. Dla mnie jest to jest dodatkowa promocja. Przekazuję firmie prawa do zdjęcia. Moje zadanie kończy się na tym, że pokazuję produkt moim odbiorcom i staram się w sposób mało nachalny ich do niego przekonać. Dlatego też starannie selekcjonuję współpracę. Nie biorę wszystkiego co popadnie, żeby nie zaśmiecać konta i budować zaufanie moich odbiorców. Nigdy nie reklamuję rzeczy, których sam bym nie kupił i nie użył.

Jakie marki jeszcze z Tobą współpracują?
Kurcze, trochę ich już jest… Współpracowałem z około 70 markami m.in. producentem obuwia sportowego.

Przepraszam, że zapytam Cię bezczelnie. Dostajesz za to pieniądze czy tylko produkty?
Zależy. Na początku zaczynałem z barterem, fajne produkty w zamian za zdjęcie i opinię. Teraz wszystko zależy od firmy, zazwyczaj jednak jest to pewna suma, której oczekuje się w zamian za kampanię, czy zdjęcie. Wbrew pozorom stworzenie dobrego kontentu wymaga dużego nakładu pracy i czasu.

Kto jeszcze z dużych korporacji?
Pewna firma telekomunikacyjna, ale nie wspominam tej współpracy najlepiej. Brałem udział w ich zeszłorocznej kampanii. Miałem ograniczone pole do popisu. Frma nie stawiała na kreatywność, a na schemat. Dostałem z wytycznymi co dokładnie ma się znaleźć w opisie i jak ma wyglądać zdjęcie. Bardzo zraziłem się do takiej współpracy – jakby nie patrzeć – ludzie chcą widzieć to co my Instagramerzy i blogerzy faktycznie możemy polecić i czego używamy. Reklamy mają na co dzień w telewizji, a my jesteśmy takim “zaufanym źródłem”.

Takim pseudo wiarygodnym?
Dokładnie.

Między nami nie ma być może wielkiej różnicy wieku (19/29), ale mam wrażenie, że ludziom w moim wieku często ciężko jest zrozumieć to co dla Was jest oczywiste np. Snapchat.
Ludzie się boją rzeczy, których nie znają i do których nie są przyzwyczajeni. Snapchat to aktualnie bardzo silna platforma marketingowa.

Ale nie miałeś na początku wrażenia, że to jest dosyć idiotyczne?
Bardzo długo nie miałem Snapchata. Kiedy w końcu się skusiłem był on tylko prywatny. Zainstalowałem go baaardzo późno. Tylko dla ułatwienia kontaktu ze znajomymi. Po jakimś czasie zmieniłem go na publiczny i to był bardzo dobry krok. Mam lepszy kontakt z moimi odbiorcami. Dzisiaj każdy może wysłać mi Snapchata. W taki sposób mam możliwość kontaktu z fanami… bardziej nazwałbym ich obserwatorami. Mają możliwość, śledzenia mojego życia na bieżąco, bez zbędnych filtrów i idealnych zdjęć, a co najlepsze mogą szybko na wszystko reagować. Często jest to też ułatwia to możliwość spotkania mnie. Ostatnio miałem dzięki Snapchatowi właśnie taką śmieszną sytuację. Podeszła do mnie dziewczyna, która widziała na Snapchacie, że idę do sklepu. Była w pobliżu z wycieczką szkolną. Opowiadała, że obserwuje mnie od dawna, że zawsze bardzo chciała mnie spotkać. Okazało się, że jest z Częstochowy. Przez chwilę pogadaliśmy i zrobiliśmy zdjęcie .

…czyli Ty nagrałeś Snapchata, że idziesz do sklepu?
Snapchat polega na tym, że informujemy ludzi… to taki…

Rozumiem o co w nim chodzi. Szedłeś do sklepu i nagrywałeś Snapa. Pamiętasz co mówiłeś w tym Snapie?
Pewnie, że miałem problem z listonoszem, bo to ostatnio moja zmora. Prawdopodobnie o tym, iż nie chciał dostarczyć mi przesyłki. Stale zostawia mi awizo.

Jak wyglądało spotkanie z fanką?
Zapytała czy ja to ja no i powiedziałem, że… tak śmiech Powiedziała, że śledzi mojego Instagrama od początku. Poprosiła o zdjęcie, zapytała czy może się przytulić. Dla mnie to było niesamowite doświadczenie, bo w takich momentach widzę, że followersi to prawdziwi ludzie, a nie nadmuchane statystyki. Dla firm, które ze mną współpracują to często są tylko cyferki. A przecież każda „cyferka” to unikalny człowiek, który ma inne podejście, inną życiową sytuację, inny wiek, inną płeć. Po prostu unikalna jednostka, a nie grupa zbiorowa traktowana… w sumie dosyć przedmiotowo.

Dziwi Cię to „przedmiotowe” podejście?
Dla polskich firm cyferki to priorytet. Zagraniczne patrzą na content – to kim jestem, czym się zajmuję, jakie mam osiągnięcia, jakie zdjęcia. Nie na to, ile mam like’ów.

Naprawdę uważasz, że to jest nieważne? Przecież sam jako PR-owiec na to patrzysz?
Ważne, ale… śmiech

śmiech Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Na pewno. Dla firmy to powinno być ważne, ale mam świadomość, że łatwo jest dziś kupić lajki. Nie mogę jako PR-owiec sprawdzić czy są organiczne, czy wygenerował je jakiś program. To jestem w stanie zweryfikować tylko poprzez interakcję – obserwując zaangażowanie, komentarze, wpisy, w których profil jest oznaczany. Ludzie oznaczają nas na zdjęciach, na których nas nie ma tylko po to, żeby zostać zauważonym. Niekoniecznie moje pokolenie, ale pokolenie niżej, ma straszne parcie na lajki i to jest w pewnym stopniu zbudowane przez nas – blogerów. Nie wszyscy, ale większość afiszuje się z tym ile zarabia, podając niewiadomo jakie sumy. Wszyscy myślą, że to łatwa praca. Wystarczy nazbierać sobie trochę cyferek i mamy błogie życie bez większego wysiłku.

Ok, o pieniądzach mówiło się sto razy, ale dla mnie ciekawe jest… ile masz lat?
Dziewiętnaście.

Masz dziewiętnaście lat i Ty nazywasz siebie PR-owcem.
W pewnym stopniu. Nie potrafię przypiąć sobie etykietki. Już chyba mówiłem o tym w wywiadzie dla Glamour. Nie da się jednoznacznie określić czym się zajmuję. Prowadzę bloga i współpracuję z markami, więc jestem jakby PR-owcem. Tworzę zdjęcia, więc jestem także fotografem. Filmiki, więc jestem filmowcem, montażystą. Scenografem, bo jeśli tworzę układanki na zdjęciach, to muszę wiedzieć jak to poukładać, żeby to wszystko grało. Copywriterem, bo muszę dodać opis, który będzie chwytliwy, spodoba się ludziom i coś wniesie do tematu. Nie wiem czy zauważyłeś, ale pod każdym swoim postem dodaję cytat z filmu, który oglądałem niedawno, lub z książki, którą aktualnie czytam. Albo inną, podłapaną kiedyś, wybitną myśl, która nadaje historię zdjęciu.

Śmiech
Co w tym śmiesznego ? Starałem się wytłumaczyć… śmiech

Już Ci tłumaczę dlaczego mnie to rozbawiło. To jest bardzo ciekawe, że nazywasz siebie PR-owcem, choć po chwili mówisz, że w pewnym sensie. Scenografem, copywriterem, fotografem… żeby była jasność, jestem pod wrażeniem tego co robisz. Masz wiedzę z różnych kategorii, jesteś konsekwentny, wszystko to sam ogarniasz, uczysz się rozmawiać z klientami. Natomiast, prawda jest taka, że masz 19 lat i ludzie, którzy nazywają siebie scenografami czy fotografami, to są ludzie, którzy zrobili tyle różnych historii w tak różnych kwestiach. To nie jest żadne zastrzeżenie do Ciebie.
Ja wiem. Nie chcę przypinać sobie etykietki…

To nie ma nic wspólnego z przypinaniem etykietki. Chodzi mi o to, aby w tej rozmowie pokazać pewną zmianę mentalną. Twoje pokolenie jest znacznie bardziej odważne. Pewniej wyrażacie swoje opinie. Kiedyś dziennikarz – mając 30 lat – mówił: ”Nie, nie jestem jeszcze dziennikarzem. Za mało zrobiłem.”.
Ale do bycia dziennikarzem nie potrzebne jest ani wykształcenie, ani nie wiadomo jakie doświadczenie.

A żeby być scenografem?
W tym przypadku moim zdaniem chodzi o zmysł estetyki.

A co z wiedzą np. historyczną?
O żadnej z tych rzeczy – poza fotografią – się nie uczyłem. Do wszystkiego doszedłem po swojemu, metodą prób i błędów. Wiesz co, po prostu próbuję pokazać Ci jak wiele funkcji można ukryć pod jednym określeniem bloger czy influencer.

Profesji, których ludzie uczą się zwykle bardzo długo, a blogerzy nazywają siebie tymi funkcjami bardzo szybko. Jak Ci z tym?
Nigdy nie mogę powiedzieć, że jestem w pełni fotografem, w pełni wykonawcą któregokolwiek z zawodów, które wymieniłem.

To musi być bardzo duży dyskomfort?
Nie odczuwam tego jako dyskomfort. Po prostu próbuję bardzo wielu różnych rzeczy, a na efekt końcowy składa się kilkanaście różnych dziedzin, z których muszę zaczerpnąć wiedzę, aby post wyszedł perfekcyjny. Nad kampanią reklamową w studiu pracuje sztab ludzi. Każdy pełni jakąś funkcję – fotograf, stylista, copywriter…

Z punktu widzenia marki jesteś dużą oszczędnością?
Raczej tak, chociaż im bloger jest bardziej rozpoznawalny, tym większego honorarium oczekuje. Na pewno blogerzy są efektywniejszą formą reklamy niż prasa czy ostatnio nawet telewizja, ale czy to oszczędność….

Ale jak pracujemy z rozpoznawalną stylistką, też trzeba jej zapłacić.
Ok, ale popatrzmy na to z drugiej strony. Ludzie nie ufają tak samo reklamom, jak blogerom. Blogerów obserwują z własnej woli lubią i są ciekawi ich opinii. Nie jesteśmy reklamą „na siłę”, do której zmusza nas np. telewizja. Internet na pewno wkrótce przejmie telewizję. Już przejmuje papierowe magazyny, które średnio sobie radzą.

A Ty czujesz już, że jesteś takim magazynem? Taką jednoosobową redakcją?
Myślę, że jeszcze nie. Musiałbym to robić cały dzień, całą noc. Oczywiście poświęcam się temu,. Ciężko było mi to pogodzić ze szkołą – gdy jeszcze do niej chodziłem – i życiem towarzyskim. Jednak dzięki temu miałem znacznie prostszy start niż większość osób w moim wieku. Nie chcę się wywyższać, ale…

Dlaczego nie? To mnie właśnie dziwi. Z jednej strony nazywasz siebie fotografem, scenografem, a potem dodajesz „nie jestem w pełni”, zaczynasz się tego wstydzić, a potem mówisz „nie chcę się wywyższać”. Powiedzmy konkretnie. Jeśli robisz coś świetnie, to powiedzmy to jasno.
Nie uważam, że robię to świetnie…

A ja uważam, że robisz to świetnie.
Robię to tak, aby mi się podobało. Nie zakładałem jakichkolwiek profili dla zysków. To było, a w zasadzie dalej jest, tylko moje. Instagram był moim “pamiętnikiem”. Dziś można powiedzieć Google Drive’m, gdzie wrzucałem ważne dla mnie wspomnienia. Z czasem, kiedy ludzie zaczęli mnie obserwować, a firmy pisać z ofertami współpracy, stwierdziłem: „OK, mogę mieć korzyści z tego co lubię robić”. Jednak nie wyobrażam sobie, żeby “sprzedać się” tylko dlatego, że firma oferuję dużą kwotę. Akcje są jednorazowe, ale co z tego, jeśli stracę wiernych obserwatorów.

Ciężko Ci określić kim jesteś.
Jak zapytasz każdego młodego człowieka, to ciężko będzie mu się określić. Próbujemy tylu rzeczy, mamy tyle opcji, tyle możliwości, że ciężko jest nam zdecydować się na jedną . Całe życie szukamy tego co chcemy robić, w międzyczasie trzymając się tego co sprawia nam frajdę.

Kończysz liceum?
Skończyłem.

Co dalej?
Studia managerskie i public relations. Socjologia mediów społecznościowych po angielsku.

Bardzo fajne.
I właśnie dzięki Instagramowi dostałem ofertę od uczelni. Nie przechodziłem przez program rekrutacji.

Super! To jest prywatna uczelnia?
Tak, to prywatna uczelnia.

To może kiedyś będziesz tam wykładowcą?
Nie, nie będę wykładowcą. Nie uważam, że będę kiedykolwiek w stanie przekazać tą wiedzę. Wykonuję swoją pracę intuicyjnie. Nie przeczytałem tego w książce.

Nie masz wrażenia, że dla swoich odbiorców jesteś obietnicą, że w życiu osiąga się coś dzięki intuicji, dzięki predyspozycjom. Jesteś zdolnym człowiekiem, ale wiadomo, że nie wszyscy tak mają.
Myślę, że każdy tak ma. Może tylko nie każdy potrafi znaleźć to w czym jest dobry, co może dać mu frajdę.

Nie odpowiadasz na pytanie.
Nie uważam, że mam predyspozycje.

Krępujesz się tego, że osiągnąłeś sukces?
Są ludzie więksi ode mnie, którzy osiągnęli sukces. Moja przygoda z artystycznymi zdjęciami zaczęła się od blogera – Connor’a Franty. Przeszedłem od zdjęć zwanymi dzisiaj gimbusiarskimi do mojej małej sztuki. Chłopak pochodzi z amerykańskiej prowincji a teraz jest twarzą rozpoznawalną na całym świecie.

Jak Ty. Pochodzisz z niewielkich podlaskich Łap.
Śmiech Nie porównuję się do niego. On ma parenaście milionów osób, które są w stanie przyjechać z drugiego końca świata, tylko po to żeby go zobaczyć. Chodzi mi o to, że jest to osoba, która nie skończyła studiów, nie miała wpływowych bogatych rodziców. Robił to co mu się podobało i osiągnął niesamowity sukces.

Teraz utrzymujesz się sam.
Tak.

To chyba spora satysfakcja w przypadku dziewiętnastolatka? Mało kto tak może.
Dla mnie to jest satysfakcja i duże poczucie wolności. Cieszy mnie też, że moi rodzice z dumą mogą powiedzieć przy znajomych o tym co robię. Byli przy mnie podczas wywiadów czy podpisywaniu ważnych kontraktów.

Z drugiej strony dali Ci poczucie samodzielności.
To na pewno. Zawsze byłem samodzielnym jedynakiem. Takim typem włóczykija, który lubił spędzać czas sam. Tak jest do dziś. Lubię spędzać czas ze znajomymi, ale potrzebuję też takiego momentu tylko dla siebie – z książką, wierszami czy czymkolwiek. Odosobnienia.

To Instagram jest dla Ciebie idealnym rozwiązaniem. Z jednej strony jesteś sam, bo siedzisz we w własnym mieszkaniu, czy w knajpie pijesz sam kawę. Jednocześnie masz też poczucie, że stoi za Tobą masa ludzi, którzy są z Tobą i pytają jak ta kawa Ci smakuje.
Uśmiech To jest bardzo ciekawe. Mam swoich blogerów, których lubię i interesuję się ich życiem. Ale – z uwagi na to, że wiem czego ja nie lubię – nie wchodzę w sferę prywatną. Przy naszej profesji, niesamowicie ważne jest, aby rozgraniczyć życie prywatne od Internetu. Wielu blogerów chodzi z tym Snapchatem nawet jak są ze znajomymi. Non stop. Nie spędzają czasu ze znajomymi, tylko widzą siebie przez telefon. Myślę, że to jest taka klątwa naszego pokolenia. Nie chcę porównywać tego do PRL-u, ale myślę, że jest to spore “zniewolenie” naszych czasów. Najgorsze jest to, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jesteśmy straszliwie uzależnieni od Internetu. Więcej rozmawiamy na Facebooku czy przez SMS-y niż w realu.

Pawle, ale przecież to ty wyrabiasz w ludziach te przyzwyczajenia.
Wcale nie. Będąc ze znajomymi staram się nie robić zdjęć i filmików. Zajmuję się tym np. gdy idę na spotkanie biznesowe. Rozgraniczam telefon od świata realnego. Swoim obserwatorom często mówię, że gdzieś jestem i wtedy spotykamy się osobiście.

Ile na takie spotkania, zapowiedziane na Snapchacie, przychodzi ludzi?
Nie robię wydarzeń, zapowiadanych jak koncerty z rozdawaniem autografów.

Rozdajesz autografy?
Nie. Nie jestem celebrytą. Mogę zrobić przyjacielskie zdjęcie. Nie jestem figurą woskową, z którą robi się zdjęcie dla fame’u. Chociaż spotykam się z takimi osobami, które podchodzą, robią zdjęcie i nie mówią nawet „cześć”. Wolałbym mieć kontakt z ludźmi.

Chciałbyś mieć autograf jakiejś polskiej gwiazdy?
Nie, nie czuję tego. Ostatnio dostałem piłkę z autografem znanego siatkarza od mojej pani manager i pierwsze co zrobiłem, to poszedłem pograć nią ze znajomymi w siatkę. Po czym zadzwoniła do mnie pani manager i zwróciła mi uwagę, że takich piłek jest w Polsce tylko kilkanaście. Zamiast trzymać ją w gablocie, poszedłem z nią grać. Myślę, że poznanie znanej osoby jest ważnym doświadczeniem, wsparciem jej. Masz okazję powiedzenia, że ją lubisz. Dla mnie to jest ważne.

A za co Ciebie ludzie tak polubili?
Nie wiem śmiech

Przestań. Na pewno się nad tym zastanawiałeś.
Nie wiem, może to, że staram się nie być sztuczny, nie robię niczego pod publiczkę. Jestem jaki jestem.

Za co ludzie Cię polubili? Odpowiedz.
Nie wiem! Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nie zrobiłem niczego szczególnego za co mieliby mnie lubić…

Jedna cecha, którą sam w sobie lubisz?
Lubię siebie za to, że zawsze robię to co czuję i mówię to co myślę.

I to jest też trochę znak Twojego pokolenia.
Myślę, że tak.

To jeszcze zapytam Cię o etykietę w Internecie. Mam wrażenie, że stale zmienia się to co wypada robić w Internecie i to czego nie wypada. Kiedyś był savouir vivre i kinder sztuba, a teraz wy jesteście jeszcze bardziej gentelmenami i damami niż to było kiedyś.
Jak Project Lady z TVN’u! śmiech

Zupełnie o co innego mi chodzi. Dlaczego etykieta jest taka ważna na „dworze” social media?
Poprzez portale kreujemy obraz samych siebie. Nie jestem w stanie spotkać się ze wszystkimi ludźmi, którzy mnie obserwują. Nie mogą mnie poznać takim jakim jestem. Oni widzą tylko to co chcę im pokazać. Na zdjęciach widzą ładną układankę na moim łóżku. Nie pokazuję im całego bałaganu dookoła. Tak samo jest ze wszystkim co pokazuję. Nie chodzę tylko na pokazy i jem w popularnych miejscach…

Fajne masz życie.
Nie … No dobra, mam fajne życie. Robię to co lubię i jestem szczęśliwy.

Mógłbyś to samo robić w Białymstoku?
Mógłbym, ale w ograniczonym stopniu. W ostatnim roku liceum miałem 3-4 wyjazdy do Warszawy co tydzień. Nie lubię ustalać wszystkiego przez e-maile. Wolę się osobiście spotkać na kawie, przekazać mój pozytywny „wajp” oraz wizje współpracy.

Wracasz do Białegostoku i jak się tu czujesz? Jakie jest to miejsce?
Zawsze będę się tutaj dobrze czuł. Spędziłem tu dużą część swojego życia. Pochodzę z Łap. Białystok jest dla mnie czymś pomiędzy Warszawą, a Łapami. Miasto, ale bez tego pośpiechu, bez wyścigu szczurów. Z pewną – choć ograniczoną – możliwością rozwoju. Z małą liczbą kulturalnych wydarzeń. Białystok cenię za to, że jest tu spokojnie. Odwiedzam Białystok nie dla miasta, a dla rodziny i przyjaciół, których musiałem tutaj zostawić. Nadal są moimi przyjaciółmi. Nie szukam nowych i uważam, że taka liczba dwoje-troje jest wystarczająca.

Jak na kogoś kto ma 15 tysięcy followersów na Instagramie w wieku 19 lat, to bardzo ciekawa odpowiedź. To było dla mnie bardzo ciekawe spotkanie. Dziękuję za rozmowę.
Dzięki.

__________________________
Ten tekst pochodzi z przedsiebiorczepodlasie.pl
Trwa ładowanie komentarzy...